wtorek, 29 sierpnia 2017

Trener personalny



Olek 7,5 lat.

Wieczorem, tuż przed pójściem spać, wkracza do pokoju Olek.
- Mamo, jutro pobudka o 7:00 rano! - zarządza.
- Ale to chyba Ty wstajesz o 7:00? - pytam.
- Wstajemy razem. Od jutra ćwiczysz brzuszki. Ja będę pracował nad klatą.
- Co?! A po co? A ile tych brzuszków?
- Dam Ci fory. Jutro 10. Pojutrze 50.

Normalnie ludzki Pan. Ale, że o 7:00!? ... ;-)


Zagrożone zawody



Adaś wyściubił nosa znad jakiejś gazety i prawie z paniką w głosie woła:
- Mamoo! A wiesz, ja na pewno nie zostanę w przyszłości kasjerem.
- Ufff, synku! A to mi ulżyło. A dlaczego?
- Bo zawód kasjera należy do 15 zawodów najbardziej zagrożonych całkowitym zastąpieniem w przyszłości przez komputery i roboty. - odpowiada jednym tchem.
- Hmm... poważna sprawa. To kim Ty zostaniesz? - pytam poważnie.
- No nie wiem. Może odbieraczem porodów.




Boże jedzenie



- Mamoooo! Chodźmy na pizzę! - Krzyczą jednocześnie Adaś z Olkiem.
- Nie. Pizza jest tłusta i niezdrowa. W domu mamy pyszną zupę.
- Błee...
- Słucham ?!
- No prosimy... Chodźmy na pizzę! My musimy jeść pizzę.
- Tak? A to dlaczego?
- Bo to jest boże jedzenie. - Odpowiada Olek.
- Jak to "boże"?
- No bo ciasto robi się z mąki i chleb robi się z mąki, a chleb to dar boży i dlatego trzeba go jeść. A salami robi się z osiołka, a na osiołku jechała przecież Święta Rodzina, więc to święta kiełbasa i też trzeba ją jeść. A pizza pochodzi z Włoch, a tam jest Rzym i Watykan no wiesz! ... Pizza jest bożym jedzeniem!!!

- Aha...

Dzisiaj powtórzyli ten sam numer z McDonald's :-(




Nowa teoria ewolucji


Rozmowa Karolinki (10 lat), Adasia (10 lat) i Olka (7,5 lat):

Olek, będąc najmłodszy z szanownego towarzystwa, zapragnął zaimponować rodzeństwu świeżo zasłyszaną na podwórku, sensacyjną wiadomością. Nie wiedział jednak, czy ta informacja nie urazi przypadkiem odbiorców. Albo co gorsza sprawi, że zaczną się z niego śmiać.

Najdelikatniej jak potrafi zaczyna więc:
- A wiecie, że ja słyszałem, ... że podobno,... ale to tylko chyba niektórzy, .... no i to ja tylko tak słyszałem,.... że chyba,... że człowiek pochodzi od małpy... - kończy szeptem.
Na co zdecydowanie i krótko odpowiada Karolinka:
- Wszyscy ludzie pochodzą od małpy!
Na co sprytnie wcina się Adaś:
- Wszyscy, za wyjątkiem Adama i Ewy .... A JA jestem ADAM!



Uporządkowany chaos



Dzień jak co dzień... Wieczór jak co wieczór...

- Adaś popraw tą pościel! Czy Ty zawsze musisz spać w takim barłogu?!
- Tak. To mi odpowiada. To uporządkowany chaos.
- Nie ma czegoś takiego jak uporządkowany chaos. Rozumiem, że te brudne skarpetki pod poduszką są również zaplanowaną częścią chaosu i pomagają Ci szybciej zasnąć.
- Mamo, uporządkowany chaos to taka dziedzina nauki.
- Chyba sztuki. Planujesz to studiować? Już pierwszego dnia dadzą Ci doktorat.
- A na jakim to kierunku studiów? - dopytuje się Mądrala.
- No raczej na jakimś ścisłym. Mój humanistyczny umysł tego nie ogarnia. - odpowiadam.
- Twój, to raczej humorystyczny...

I tak dalej.. i tak dalej...
Z każdym dniem dyskusje stają się dłuższe, a dowcip coraz bardziej wyostrzony, to też nie sposób przytoczyć tu całej rozmowy. :-)

Oczywiście usnął w łóżku, które wygląda, jakby odbywały się w nim manewry batalionu wojska, po skończeniu których żołnierze strategicznie rozmieścili swoją bieliznę w pościąganych poszewkach, pod prześcieradłem i pod poduszą Adasia... Poskręcane kołdry i powykrzywiane poduszki przybrały wygląd okopów... A w kąciku, zwinięty w kłębek śpi Adaś... z misiem :-)



Ulubione drzewo Olka



Olek powiedział mi kiedyś, że jego ulubionym drzewem jest wierzba płacząca. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy zapytać, czemu akurat to drzewo podoba mu się najbardziej.
Przechodziliśmy dzisiaj przez park. Olek wypatrzył z daleka jakieś drzewo i pyta:
- Mamo, czy to jest wierzba płacząca?
- Nie, to jakieś inne drzewo. A dlaczego tak lubisz wierzbę?
- Bo ona ma takie długie i falujące gałęzie... jak Twoje włosy ...

:-)

środa, 25 maja 2016

Dziecięcy ogródek


W tym roku moi chłopcy postanowili mieć ogródek na balkonie.

Męczyli i męczyli, aż w końcu kpiłam ziemię i upragnione nasiona słonecznika. Resztą zajęli się sami.

Przez kilka dni dzielnie stali na straży doniczki osłoniętej przed gołębiami, podlewali swój ogród i ... uśmiechali się.

Dzisiaj nasiona wykiełkowały.

Nigdy nie słyszałam z ich ust takiego “Łałłłłł !!!!” jak w chwili, gdy ściągałam folię przykrywającą donicę.
To był najpiękniejszy zachwyt, jaki można usłyszeć z ust dziecka.

Rodzice! Polecam całym sercem taką formę spędzania czasu z dziećmi :-)